Dzielny jesteś, chłopie. Męski. I mądry! Nie potrzebujesz żadnych rad. O seksie wiesz wszystko. Dobrze się z tą swoją wiedzą czujesz. A więc posłuchaj. I porównaj ze swoją sytuacją. Pod którą pasujesz? Masz sporo możliwości. A może jest coś jeszcze innego niż wymieniam? Może sam dojdziesz do wniosku, że immanentny konflikt damsko-męski istnieje.
Nie masz ochoty i nie potrzebujesz seksu
Najprostsza, najrzadsza sytuacja – chociaż przecież niewykluczona.
Nie masz ochoty i nie potrzebujesz seksu. Nigdy. Nie wiem czy taki ktoś istnieje. Nie ma o czym mówić! Bo normalny, przeciętny mężczyzna odczuwa i musi odczuwać taką potrzebę.

Powstrzymujesz się od seksu
Sytuacja, kiedy żona (partnerka) nie ma ochoty na seks, a ty dzielnie postanawiasz, że także zawieszasz swoją ochotę. Powstrzymujesz się od seksu tak długo – jak długo ona deklaruje, że nie ma ochoty (hmm… chociaż już od paru miesięcy czy lat boli ją głowa). Twoje powstrzymywanie się od seksu można nazwać szlachetnym, wzniosłym, wręcz heroicznym – bo przecież przysięgałeś (!), ale można też nazwać niezrozumiałym lub wręcz głupim.
Czy wiesz, że wstrzemięźliwość płciowa może doprowadzić u ciebie do przerostu (powiększenia) prostaty i w konsekwencji do raka? Poczytaj! Popytaj lekarzy! Zainteresuj się! W trosce o własne zdrowie! Jeżeli twoje heroiczne podejście z powstrzymywaniem się od seksu może doprowadzić do raka prostaty – to jest to idiotyczne! Przemyśl! I wiedz, że rak prostaty jest trzecim w kolejności powodem śmierci mężczyzn.

Załatwiasz to sam. W łazience…
Sytuacja, kiedy ona straciła ochotę na zabawy erotyczne (zbliżenia) a ty postanawiasz nie robić jej z tego powodu zarzutów – wszak się kochacie – i sprawy rozładowania napięcia seksualnego bierzesz w swoje ręce. Dosłownie. Załatwiasz to sam. W łazience. Wygląda to żenująco (zdaj z tego sprawę!), kiedy ty zaspokajasz się sam. Odręcznie. A ona spokojnie leży w sypialni i właśnie ogląda kolejny romantyczny serial miłosny. Bo dla kobiet ważniejsza jest miłość niż seks.To prawda, że stosując masturbację (samomiłość – jak rozkosznie nazywa to profesor Lew Starowicz) chronisz swoją prostatę, bo regularne usuwanie nasienia i płynu nie powoduje jego zalegania. A zaleganie może być przyczyną powiększenia prostaty. Ręcznym rozładowaniem napięcia seksualnego w łazience chronisz także (!) swoją kobietę (!) przed niechcianym przez nią erotycznym zachowaniem. Zdaj sprawę, że unikanie stosunków przez kobiety to stan nieomal normalny – wyłączywszy okres koło trzydziestego roku jej życia. Zdaj sprawę, że unikanie współżycia seksualnego przez mężczyzn to stan nienormalny, a wręcz szkodliwy dla zdrowia.Zrozum: to co dla niej jest naturalne i normalne (unikanie seksu!) – to dla niego jest nienormalne i szkodliwe.
Kiedy jesteś tak wyrozumiały i szlachetny to zapewne stosujesz obie powyższe metody zamiennie, by uchronić ją przed niepożądaną przez nią sytuacją (seksem!)… a wtedy można taką idealną sytuację (dla kobiety) ciągnąć nawet latami… Ba, zasłużysz nawet na jej pochwały…

Masz kochankę na boku
Sytuacja, kiedy ona nie chce, nie życzy seksu a ty jednak dajesz radę z jej niechęcią – bo masz kochankę (kochanki) na boku. Sytuacja jest o tyle zdrowa, ponieważ ratujesz swoją prostatę, ale… Ale musisz działać skrycie. Po cichu. Dyskretnie. Tak aby partnerka (najczęściej przecież – żona!) o tym się nie dowiedziała. A już absolutnie nie może o tym wiedzieć wasza rodzina, ani jej koleżanki czy sąsiadki. Bo przecież przysięgałeś jej wierność!… I uważasz to za normalne, że musisz się ukrywać, chować. Bo jakże inaczej? Nawet nie pomyślisz o tym, że to dziwne, iż jej niechęć na seks traktowana jest normalnie, zwyczajnie, wręcz chwalebnie… Kto wie, może nawet proboszcz pochwala tą jej wstrzemięźliwości… Bo koleżanki i przyjaciółki na pewno ze zrozumieniem traktują jej postępowanie, które nader często są w podobnej sytuacji – niechętne na współżycie ze swoim mężem.
Porównaj: jej niechęć do współżycia traktowana jest jako norma, jako coś zwyczajnego, zrozumiałego – natomiast twoja, męska chęć na seks to coś nienormalnego. Coś, co należy okiełznać. Stępić. Skrytykować. Wyplenić. Dostosować do kobiecego libido. Bo jesteś wyuzdany. Zboczony. Chory psychicznie. Bo… jakże tak można… bo tego powinieneś się wstydzić…

Porównaj jak to jest widziane w społeczeństwie: jej niechęć na seks jest normalna – twoja chęć na seks to zboczenie!
Współżyjesz z nią kiedy tylko TY masz ochotę
Prostytucja małżeńska to sytuacja, kiedy współżyjesz z nią kiedy tylko TY masz ochotę. Czy to sytuacja idealna? Noo… może z twojego punktu widzenia. Jeżeli wiesz, że kobieta potrzebuje znacznie mniej seksu niż ty (o ile w ogóle go potrzebuje i o ile wiesz o tym) to zdaj sprawę, że jej zgoda na seks jest dla niej… prostytuowaniem się. Kiedy ona nie ma ochoty i robi to tylko dla świętego spokoju – to co to jest? Jak to nazwać? Tylko prostytucją. Prostytucją małżeńską! I nawet nie wiesz jakie to jest powszechne…

Kochacie się kiedy macie ochotę
Upierasz się, że u was (w waszym małżeństwie) jest inaczej. Lepiej… Idealnie… Nie ma takich sytuacji jak opisane wyżej! Zauważ, że idealna sytuacja byłaby wówczas, jeżeli kochacie się kiedy macie ochotę… Niuans przy tym istnieje taki, żeby inicjatywa wychodziła od każdego z was w równej części… raz ona proponuje a raz ty prowokujesz sytuację jednoznacznie erotyczną – i tak mniej więcej pół na pół… Nie wyobrażam sobie tego… tak jak nie wyobrażam sytuacji następnej…
Nie ma takich kobiet
Kiedy inicjatywa stale wychodzi ze strony kobiecej, a mąż to z radością akceptuje gdyż jako mężczyzna to on właśnie ma najczęściej ochotę na figielki łóżkowe. A jeżeli ona to proponuje – znaczy, że ma ochotę, że nie przymusza się… Ale… Po prostu nie ma takich kobiet. Noo… prawie nie… Albo jest ich tak niewielka liczba, że nie ma o czym mówić… A nawet, jeżeli to ona w początkowym okresie inicjowała seks, to jednak… w dalszej perspektywie jej to przechodzi. Ponieważ urodzenie dziecka zmieniło jej psychikę, jej potrzeby. Albo jej libido – tak jak każdej kobiecie – radykalnie się zmniejszyło… a wówczas: patrz pkt 2-5…
Jakie wyjście? Jaka rada?
Dawniej możnowładcy, chcąc zaspokoić swój (normalny!) popęd płciowy, załatwiali to poprzez zakładanie haremów, co było domeną sułtanów tureckich. Ale nie tylko ich… Biblia daje przykład króla Salomona (do naśladowania? :), którego harem, jak podaje Święta Księga, liczył ponad sto nałożnic. Dżyngis Chan, który prawdopodobnie nie miał haremu, ale któremu dostarczano „do testowania” młode damy, tak jurnie się spisywał, że dzisiaj co 9-10 mieszkaniec Mongolii nosi geny po tym wielkim wodzu. Inne rozwiązanie zastosował król Anglii Henryk VIII, który miał sześć żon ale nie miał oporów, żeby posyłać je na śmierć. Mówi się co prawda, że powodem było obsesyjne pożądanie męskiego potomka, który przejąłby po nim władzę…
A dzisiaj? W jaki sposób można dzisiaj rozładować męskie napięcie erotyczne? Ano w taki sam sposób jaki był dostępny dla przeciętnych obywateli. I to przez wiele, wiele wieków… Otóż problem ten załatwiały i dzisiaj załatwiają domy publiczne, nazywane różnie na przestrzeni dziejów: agencje towarzyskie, burdele, lupanary, zamtuzy, salony masażu etc…
Czy wiesz, że w Niemczech, nazywanym „największym burdelem Europy” codziennie z domów rozpusty korzysta 1.000.000 klientów (jeden milion!), których obsługuje 400.000 pań, które skomercjalizowały słodycz swojej płci… sprawdź tutaj